Pierwsze kulturalne wyjście Celiny - wystawa Olgi Boznańskiej w Muzeum Narodowym w Warszawie. Bardzo lubię jej malarstwo, choć bywa takie smutno poszarzałe. Staraliśmy się przygotować Ryśka do tej wizyty, ale on zdecydowanie nie jest fanem Boznańskiej. I wciąż tłumy, czego nie lubimy chyba wszyscy po równo, więc odbiór był momentami utrudniony.
U Boznańskiej jest sporo portretów dzieci i trochę macierzyństwa. Takiego dobrego i pięknego, a zarazem trochę z zadumą. Nie umiem pisać o malarstwie, sami popatrzcie...
Kwiaciarki najpiękniejsze na całej wystawie.
I oczywiście dziewczynka z chryzantemami patrzy na mnie tymi czarnymi oczami. Bardzo ją lubię.
Celina oczywiście nie dostrzegała niuansów malarstwa, bo chyba jeszcze średnio łapie ostrość, ale za to pierwszy raz dłużej posiedziała w nosidełku (schody, ach schody, wszędzie schody) i polubiła je dostatecznie.
Ryszard natomiast odetchnął z ulgą, kiedy zeszliśmy do galerii Średniowiecza. Tam żywoty świętych, drogi krzyżowe i męczennicy siekani na kawałki pobudzili jego wyobraźnię. Zdecydowanie galerię tę polecamy (a dla dzieci są przygotowane przez muzeum specjalne ulotki, w których mnóstwo zadań, poszukiwań i zagadek).
Ukulturalnienie rodziców i dzieci zaliczone.
Pozdrawiamy gorąco!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz